środa, 12 grudnia 2012
O (nie)spaniu raz jeszcze czyli refleksje matki niewyspanej
wtorek, 11 grudnia 2012
Dziecko to potrafi zażyć
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Idą święta...
poniedziałek, 26 listopada 2012
Kto kocha poniedziałki?
poniedziałek, 19 listopada 2012
O nauce w przedszkolu
sobota, 17 listopada 2012
O śnie raz jeszcze...
sobota, 3 listopada 2012
Nie wierzę w....
wtorek, 30 października 2012
Listonosz zawsze dzwoni dwa razy...?
sobota, 27 października 2012
Chłopy są jakieś inne
czwartek, 25 października 2012
Wspominkowo-żałośliwie
Chora służba zdrowia
poniedziałek, 22 października 2012
Meteorologicznie i futurystycznie
sobota, 20 października 2012
Słowo na sobotę
środa, 17 października 2012
Muzycznie i reżimowo
poniedziałek, 15 października 2012
Obersturmführer und Idioten
piątek, 12 października 2012
W drodze
środa, 10 października 2012
Sztuka
Pranie, sprzątanie i takie tam
wtorek, 9 października 2012
Dzień zwykły chyba
poniedziałek, 8 października 2012
Rachunek ekonomiczny
Muszę, muszę to zapisać!
Wybrałam się z N. do polskiego sklepu "za rogiem". Podczas gdy ja dumałam nad regalem warzywnym (zupełnie nie mam inwencji twórczej obiadowej ostatnio), młoda przystanęła przy-oczywiście-regale ze słodyczami. Bo przecież one tak cudownie przypadkiem w tych sklepach ulokowane, na wysokości metra od podłogi, prawda, co by małe oczka wszystko dokładnie widziały, a małe rączki nie miały problemu z dosięgnięciem.Przeklęci niechaj będą specjaliści od marketingu!
Ale, do rzeczy. Stoję ja sobie, ogóry oglądam i kalafiory, aż tu słyszę, miła pani w bardziej niż średnim wieku, zagaduje do Niny:
-Co, chciałabyś ciasteczko, aniołku...?Może mamusia ci kupi!-i łypie w moją stronę z "porozumiewawczym" uśmiechem. Ja udaję, ze to nie moje dziecko, kątem oka jednak zerkam, w razie gdyby uprowadzić chciała "aniołka". Który to-zazwyczaj zachowując powściągliwe milczenie wobec obcych!- tymczasem, odpowiada swej rozmówczyni:
-Tak, ja chciałabym takie ciacho. Ale mamusia mówi, że ząbki się popsują, a ona nie ma pieniążków, żeby nowe kupić ząbki, bo to strasznie dużo monetów potrzeba. Mamusia nie ma tyle monetów, a tatuś jeszcze piwo chce!
Wychodzi na to, żem nie tylko wyrodna matka, dziecku łakoci odmawiająca, ale jeszcze patologicznie poddana ojcu dziecka-alkoholikowi ;)
Pażdziernikowo-przedszkolnie
Zdenerwowałam się sama na siebie i wracam do pisania. No, wracam, mowię! A jak znów przestanę, to się położę na ulicy żeby mnie coś rozjechało, bo na litość boską, trzeba w tym życiu coś, jakoś robić więcej, niż tylko zmywać gary, liczyć grosze przy codziennych zakupach i marzyć o lepszym jutrze. A, dziecko rośnie, i za moment wszystko się we łbie matce pokiełbasi, poprzestawia, pozapomina-a to chwile, zdania, momenty ulotne jak ptasi puch.
No dobra, poetycko było, a teraz fakty. jest pażdziernik, 2012, Ninul liczy sobie lat 3 i 2 miesiące, i własnie zaczęła była karierę w brytyjskiej placówce edukacyjnej.
Placówka w postaci przedszkola przyszkolnego położona jest 200 m od domu, i nienajpiękniejsza na pewno, ale w głębokiej d..... poziom edukacji i urodę owej miałam, zapisując ją tam, gdyż liczył się jedynie dystans, jaki w razie dramatu i awarii miałabym do pokonania, by dziecko uratować. Pokonanie dystansu trwa może 2-3 minuty w jedną stronę, więc satysfakcja z mojej strony pełna. Z tej to przyczyny nie wdawałam się w żadne dyskusje na temat przedszkolnych rankingów, opinii, nie obchodziło mnie, czy przedszkole na internetowej liście jakiejś tam "konsumenckiej" ma ocenę excellent, czy tylko good, albo zgola not great.
Wyszłam z założenia, ze to tylko przedszkole , grupa trzylatków, zaś sesje trwają jedynie 3 godziny, więc o poziomy i oceny martwić się będę za rok, gdy dzieć trafi do "zerówki" (takie określenie tu nie istnieje, no ale dla uproszczenia) i to na 6 godzin.
A teraz...po poprzednim tygodniu, kiedy to pierwszy dzień był dość dramatyczny przy odbiorze, drugi zaś przy zostawianiu małej, a kolejne upłynęły w miarę pozytywnie (buzia w podkówkę, ale bez łez! liczy się jako pozytyw, prawda?), a teraz już jestem spokojna, bo moje dziecko przetłumaczyło sobie, ze przedszkole to żadna tragedia, i ze mama wraca o 12. Wprawdzie szału nie ma-Nina nie należy do dzieci rzucających się na głęboką wodę grupowych zabaw, woli poobserwować z boku, ewentualnie sama sobie znaleźć zabawę-lepsze to jednak niż szlochy i kiełkowanie głębokiej awersji.
Zastrzeżeń kilka mam po tym tygodniu ALE nie na tyle, by coś z tym robić. Nie jest źle, a najważniejsze, by się młoda przyzwyczaiła, ze czasem człowiek musi poegzystować w grupie/społeczeństwie.
Nie mniej istotne są te 3 godziny "wolnego" dla mamy.Bo mama od 3 lat nie wie, co to "czas dla siebie". Naprawdę. I choć milion rzeczy może w tych porannych trzech godzinach robić, na razie siedzi w stuporze nie do końca wierząc, że oto jest w domu SAMA.
A na koniec kilka zdjęć prawie-przedszkolnych, bo po wyjściu z domu do.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





