Ja nie. Dziś Nina wstała lewą nogą i zdecydowanie jej nastrój udzielił się i mnie. Oczywiście przeszło jej jak ręką odjął, gdy tylko wyszłyśmy z domu i zanurzyłyśmy się w odmęty codzienności, czyli ruszyłyśmy w deszczu do szkoły. Mnie nie przeszło, niestety, no ale ja jestem starszy, niedoskonały model.
Droga do szkoły długa nie jest, ale wystarczająca, by się trzyletni człowieczek odziany w kalosze i dzierżący parasol Świnki Peppy zdołał wywalić na nierównym chodniku.
No więc, zbieram ją z tego chodnika, wycieram łzy i gluta, zapewniam że rączki są całe i nie trzeba plastrów naklejać...i słyszę śmiech. Zbliża się kawalkada trzech córek, które ojciec do tej samej szkoły odprowadza, jedna z nich uznała najwidoczniej, że to bardzo śmieszne, widok innego dziecka, zdecydowanie młodszego, bardziej niezdarnego, rozłożonego na chodniku. Rzuciłam jej mordercze spojrzenie i , jako że byli już blisko, zapytałam, czy to faktycznie takie zabawne. Dziecko (na oko 6-7 letnie) zmieszało się, śmiech jej zamarł pod wpływem mojego bazyliszkowatego spojrzenia...i dobrze, tak ma być.
Tylko że głupi chujek, za przeproszeniem, ojciec tych dziewczynek, ani słowem się nie odezwał! Nic! Żadnego: "Córko, nie godzi się śmiać z cudzego nieszczęścia, tobie też może się zdarzyć przecież". Żadnej złotej myśli ze skarbnicy dalekowschodnich mądrości, jakie zapewne miał przecież w genach zakodowane. Null, zero. Po prostu pogonił latorośle, żeby szybciej nas ominęły. Z daleka tylko słyszałam połajanki, jakich roześmianej jeszcze przed chwilą udzielała jej starsza siostra. O tyle dobrze...
Ale ale. Jak ci rodzice niektórzy wychowują swoje dzieci? W dupie mają chyba fakt, że wszystko, każdy codzienny szczegół, najmniejsze wydarzenie jest dla dziecka nauką? Że szkoła życia nie ma wakacji i trwa każdego dnia? Że to od nich zależy, jakiego dorosłego uformują ze swojego dziecka...?Dlaczego obcy ludzie na ulicy (i mądrzejsze starsze siostry) mają spełniać rolę wychowawczą?
Serio, mam ochotę w porze odbioru dzieci ze szkoły zaczaić się na idiotę i trzepnąć go moim wielkim,burdelowym, ciężkim parasolem w ten zakuty, prosty łeb.
Nie ma we mnie miłości do ludzi dziś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz