środa, 9 stycznia 2013

Z nowym rokiem...


Wróciliśmy ze świątecznych wojaży. Nina przeżyła je bez wymiotowania w autach i samolotach, choć jeden nocny epizod rzyganiowy zaliczyła, ale to raczej było zatrucie, czy też inna niedogodność trawienna. Albo moja szpinakowa lazania jej aż tak bardzo nie smakowała, kto wie;) W każdym bądź razie jesteśmy w domu już, a młoda udziela się ponownie w przedszkolu. Ja zaś mam z powrotem te swoje trzy godziny samotności...i jak zwykle zbyt wiele rzeczy do zrobienia, by się w tym przedziale ze wszystkim zmieścić, ale przecież nie będę narzekać. Nowy rok przyniósł wiele nowin od bliskich, znajomych i przyjaciół. Niektóre zaskakujące, inne radosne i przejmujące...życie!Trzymam kciuki za wszystkich, wysyłam pozytywne fluidy i wiem, że będzie dobrze.Ja zaś trzymam się mojego horoskopu ze styczniowego "Zwierciadła", bo zapowiada mi na 2013 same rewolucyjne (i dobre!) zmiany. Liczę na to, działam i czekam. W końcu musi być dobrze, inaczej, na nowo. Ten rok będzie MÓJ!