I w związku z tym, zaopatrzywszy się w zestaw tanich biletów lotniczych w tanich liniach lotniczych Wizzair, za jedyne 700 funtów na trzyosobową rodzinę (karta kredytowa ma jeszcze nie doszła do siebie, małżonek jak zwykle również, tylko ja zachowuję twarz pokerzysty;D ), ostatni tydzień nurzamy się w codzienności, by już niebawem dać się na lotnisku w Luton obmacać wykrywaczom materiałów wybuchowych. Jak zwykle Nina będzie najbardziej podejrzanym podróżnym, ze swoimi niebieskimi oczami i pszenicznymi włosami, dzierżąc w dłoniach podejrzanie wyglądającą przytulankę sowę,ani chybi wypełnioną trotylem; tuż po niej ja, równie bladolica, niebieskooka i sianowłosa topielica w typie kaukaskim, za to z wypełnioną metalowymi rurkami bielizną wymagającą dokładnego obadania klapką na muchy z brzęczykami. A potem staniemy w kolejce do bramki, by jak zwykle przepychać się wśród rzeszy rodaków do kolejki priorytetowej, rodacy bowiem, jako masa nie rozumieją, ze skoro są dwie kolejki, to znaczy że są dwa rodzaje biletów, i stanie w tychże nie polega na zasadzie "Huzia na Józia, kto pierwszy ten lepszy". Ech, doczekać się nie mogę już. Ze o pobudce o 2 nad ranem nie wspomnę...
Ale najważniejsze, że przez dwa tygodnie odpocznę. Odpoczniemy wszyscy, chociaż trochę. I napijemy się alkoholu (no, Nina raczej nie). I wytarzamy w śniegu (oby!).
Jeszcze tylko tu zadzwonić, tam zadzwonić, jeszcze to jedno pismo wysłać, jeden formularz, stado maili stworzyć, zapłacić kilka rachunków, spakować walizki...wyboista jest droga do czasu relaksu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz