piątek, 9 sierpnia 2013

Z kacem (moralnym ) w tle


Jesteśmy z Nina w Chełmku, już 10 dzień. Jest gorąco, jest wakacyjnie. Pławimy się w ogrodowym basenie , jeździmy nad jezioro (czy jakiekolwiek krajobrazy dorównają lubuskim jeziorom i lasom...?), gotujemy warzywne obiady, relaksujemy z Elką na tyle, na ile nam dziewczyny pozwalają...zaletą niewątpliwie jest to, że gdy jedna zerka na szkodniki trzy w ogrodzie, druga może sprzątnąć dom czy wziąć prysznic. Ogólnie jest dobrze, jest fajnie, jest jak powinno być. Tylko że kilkukrotnie miałam już ochotę sama siebie potraktować z przysłowiowego buta. Nina w interakcji z Nawojką i Adą daje radę lepiej niż się spodziewałam, wspominając ubiegłoroczne konflikty chociażby. Tyle że rok temu każda z nich była młodsza i upierdliwsza. W tym roku wszystkie są starsze (na co z utęsknieniem z Elką czekałyśmy), ale za to charaktery mają bardziej stanowcze i nieprzejednane. Przynajmniej w pewnych fundamentalnych kwestiach. I tak oto, Nawojka lat 5, mała leśna istotka, odczuwa swoją przewagę wiekową i wzrostową też, i bywa, że działa w stosunku do Ady czy Niny w sposób, który można określić jako zamierzona złośliwość. O ile Ada ze swoim pogodnym, bezkonfliktowym z reguły usposobieniem samotniczki jest w stanie to zignorować, o tyle Nina ze swoją nadwrażliwością i poczuciem sprawiedliwości (nie tylko wobec siebie i swoich potrzeb, ale innych osób także) reaguje nadmiernie do sytuacji. Więc bywa, że nagle w perfekcyjnej zdawałoby się sytuacji podczas picia wody z jednej butelki w aucie, gdy gdzieś jedziemy, pojawia się konflikt (o kolejność, o ilość łyków, o długość łyków) który eskaluje do uporczywego ignorowania przez Nawojkę próśb o podanie dalej butelki z wodą i przeraźliwych ryków Niny. Ryki Niny działają na mnie jak płachta na byka. W ciągu ostatniego roku, półtorej, wypracowałyśmy sobie płaszczyzny porozumienia i komunikacji, ona i ja, w naszym mikroświecie dwuosobowym, włączając w to tatę. Ryki były sporadyczne i jeśli już się zdarzały, to zazwyczaj oznaczały coś zdecydowanie poważniejszego niż niezadowolenie z powodu podziału wody. A teraz....burze w szklance wody kilkulatek, a każda wielkości tornada. Każda ma rację, i każda ma prawo do określonego zachowania. A ja... Chciałabym, żeby Nina potrafiła się odrobinę bardziej wyluzować w towarzyskich sytuacjach, bez brania wszystkiego do siebie, bez przejmowania się każdą pierdołą. Może i ja przestałabym się czuć jako matka-porażka. Ale, zdaje się łatwej drogi nie ma. Pozostaje uzbroić się w cierpliwość i wytoczyć działa matki-sukces, zakurzone nieco już (bo przecież tak świetnie nam szło, gdy towarzyskich interakcji na codzień było mniej!)