niedziela, 28 lipca 2013

Lipcowo


Wypada cos w lipcu zamieścić, skoro zaraz się kończy. W Londynie ukrop zelżał (a tak, trwał od początku miesiąca, szokujące to, wiem) i dziś nawet trochę pada....przynajmniej w płuca odrobinę tlenu zamiast żywego ognia można zaczerpnąć. Ale nic to, już niebawem z Niną zaokrętujemy się na pokład Wizzaira i pognamy ku skwarnemu niebu zachodniej Polski. Obiecuję sobie NIC nie robić przez przynajmniej dwa pierwsze dni. NIC. Zupełne NIC. No, może będę dawać dziecku jeść. Może nawet zadbam o jej higienę osobistą. Ale poza tym nic, dopóki nie odetchnę spokojnie. Na trawie leżąc. Wodę z cytryną i lodem sącząc. Kontemplując...albo i nie, to akurat tylko mnie o bezsenność przyprawia. A 4 sierpnia-już za tydzień- Niny czwarte urodziny i strasznie się cieszę,że będą akurat u dziadków w ogrodzie. Takie to właściwe miejsce na 4 urodziny, zdaje się... Swoją drogą, moja córka kończy cztery lata. Jakieś takie nierealne to. Pamiętam przecież, jak ja miałam 4 lata-przez mgłę, ale pewne wrażenia, wydarzenia, zapachy, smaki z tego akurat okresu pamiętam doskonale. Czy ona też zapamięta swoje wczesne dzieciństwo? Tego torta, co to jej z ciocią Elą planujemy...?Prezent, bzyczenie pszczół w ogrodzie? Rozmowę skajpową z tatą...? Mam nadzieję, że moich (nielicznych, ale zdarzających się...) potknięć w postaci niepedagogicznych pokrzykiwań nie zapamięta. Chciałabym, ponad wszystko, by dzieciństwo swe moja córka zapamiętała bez żadnych chmur burzowych na horyzoncie.