Taka refleksja mnie naszła dziś, właściwie nachodzi codziennie, ale dziś szczególnie, bo miałam z Nina małe starcie rano. Otóż refleksja jest taka, ze WSZYSTKO W MOJEJ CÓRCE JEST CUDOWNE!, co pomimo a nawet dzięki takim starciom daje się mi szczególnie odczuć.
A poszło o to, ze wzięła sobie mała kombinatorka jakimś cudem sięgnęła do dwóch kubków z farba rozrobiona już, stojących na pralce, po czym zawartość kubków pieczołowicie wlała do miski, nad która wisiała zafarbowana już chusta. Ja w tym czasie owsianką zajęta w kuchni, nie przypuszczałam nawet, ze Nina postanowi wdrożyć się czynnie w rzemiosło farbiarskie. Zaniepokojona naglą cisza, wyjrzałam z kuchni, po czym zamarłam i niczym atakująca kania ruszyłam z przerażeniem na obliczu w jej kierunku z groźnie (acz niezamierzenie!) wzniesioną chochlą.
Wystarczył mały rozprysk, wystarczyła mała raczka uniesiona nad miska 10 cm wyżej, i na marne poszedłby dwudniowy trud. O chuście nie wspominając.
I wstyd się przyznać, ale nawrzeszczałam na moje wychowywane w duchu AP dziecko. Nawrzeszczałam, i wsadziłam szybko do zlewu, bo oczywiście nogi tez sobie polała, a jakże, i buty Nextowe i koszulkę...generalnie dość intensywnie pokryła się turkusem. Po czym przerażoną moim zachowaniem wsadziłam za bramkę schodowa, by ogarnąć chaos. Chaos w postaci niebieskich plam na panelach pana Allena oraz potencjalnie zniszczonej chusty klientki.
Uff.
Moje precyzyjne dziecko chusty nie pochlapało jakimś nieziemskim cudem, za to okolice wokół i owszem.
W czasie gdy ja zmywałam i złorzeczyłam, ona stała za bramka i popłakiwała dość chyba zdumiona.
Ech, no do tej pory nieswojo się czuje na to wspomnienie.
Chciała przecież bidulka dobrze, pomóc mi, bo widzialna, jak się z ta chusta męczę;)
Ciężko jest być dobrą matka, dobrą na tyle, by samej ze sobą czuć się w porządku. Na ogól wychodzi, bo serce prowadzi człowieka, ale ze to słaba istota, człowiek, to się czasem daje zwieść na manowce negatywnych emocji.
Wnioski wyciągnęłam dwa:
-Nie stawiać farb w zasięgu małych rączek, których właścicielka wie co prawda, że "chuta pani" i nie wolno jej ruszać, ale taki fajny kolorowy płyn to już inna bajka,prawda?
-Dziecko jest maszynką nieustających zadziwień.I trzeba te zadziwienia w sobie pielęgnować i chować do szkatułki gdzieś w duszy, bo...bo za moment się z domu wyprowadzi, zamieszka z jakimś podejrzanym typkiem i tyle będę ją widziała;)
wtorek, 28 czerwca 2011
środa, 1 czerwca 2011
Dzien Dziecka i slow parę
No więc, jest już prawie północ, zmęczona jestem niczym stary wyliniały pies,ale chce jeszcze ku pamięci zakronikować kilka ostatnich Ninulowych akcji werbalnych.
Dziś przy wieszaniu prania (Nina podaje mi z koszyka wszystko oczywiście, a jakże, z nieodmiennym: "pofę, tuję" (co oznacza: proszę, dziękuje), określając przy okazji co to za sztuka i do kogo należy, jak: "pomie, taty" (rzeczywiście, spodnie taty:) czy "buka Niny" (faktycznie bluzka Niny). I tak dalej.
Do prania trafiła także bluza szara taty, ale mojego, który wizytował nas podczas weekendu. Zostawił bluzę, gdyż uświnił ją sobie był, mówiąc kolokwialnie.
Wiec wyprałam. A Nina co na to, przy prania wieszaniu? Otóż ni mniej ni więcej:
-"Buka, dziadeka", rzeczowo określiła, podając mi faktycznie "bluzkę dziadEka":))
Czy ona ma pamięć fotograficzną? Wobec tego, jak jej trochę podkraść tej pamięci?
Później, u mnie na rekach, obserwowała pilnie przelatujące londyńskim niebem samoloty ("homoty"). Pytam ją więc: -Nina, kochasz mamę? Na co ona, nie odrywajac wzroku od nieba: -"mama jeśt okej, okej"
I jak tu nie kochać szalenie?
A poza tym dziś
a) wróciła pogoda i znów mamy lato;
b)w Polityce ukazał się artykuł pewnej znajomej mojej forumowej nt chustoszalenstwa, gdzie jam wymieniona z nazwiska została, jako pionierka w pewnej technice upiększania (czy tez profanacji:) pewnego rodzaju chusty. Lekki, zabawny, z przymrużeniem oka, w sam raz na początek lata. Wędruje do szuflady-archiwum oczywiście, na wieczna rzeczy pamiątkę:)
Dziś przy wieszaniu prania (Nina podaje mi z koszyka wszystko oczywiście, a jakże, z nieodmiennym: "pofę, tuję" (co oznacza: proszę, dziękuje), określając przy okazji co to za sztuka i do kogo należy, jak: "pomie, taty" (rzeczywiście, spodnie taty:) czy "buka Niny" (faktycznie bluzka Niny). I tak dalej.
Do prania trafiła także bluza szara taty, ale mojego, który wizytował nas podczas weekendu. Zostawił bluzę, gdyż uświnił ją sobie był, mówiąc kolokwialnie.
Wiec wyprałam. A Nina co na to, przy prania wieszaniu? Otóż ni mniej ni więcej:
-"Buka, dziadeka", rzeczowo określiła, podając mi faktycznie "bluzkę dziadEka":))
Czy ona ma pamięć fotograficzną? Wobec tego, jak jej trochę podkraść tej pamięci?
Później, u mnie na rekach, obserwowała pilnie przelatujące londyńskim niebem samoloty ("homoty"). Pytam ją więc: -Nina, kochasz mamę? Na co ona, nie odrywajac wzroku od nieba: -"mama jeśt okej, okej"
I jak tu nie kochać szalenie?
A poza tym dziś
a) wróciła pogoda i znów mamy lato;
b)w Polityce ukazał się artykuł pewnej znajomej mojej forumowej nt chustoszalenstwa, gdzie jam wymieniona z nazwiska została, jako pionierka w pewnej technice upiększania (czy tez profanacji:) pewnego rodzaju chusty. Lekki, zabawny, z przymrużeniem oka, w sam raz na początek lata. Wędruje do szuflady-archiwum oczywiście, na wieczna rzeczy pamiątkę:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)