No więc pierwszy dzień świąt dziś, wczoraj wigilia byla, w TV nieśmiertelny Kevin sam w domu znów pozostał, a ja jakoś mam wrażenie, że żadnych świąt nie było.
Pierwszy raz w życiu nie czuję NIC.
Może przez to że w tym roku kompletnie bez rodziny z mojej strony (ech, dwa lata temu w Londynie Wiśnie z nami byli, i Nawojka malutka jeszcze...).
Może przez to że jakoś zabrakło wzruszeń związanych z całą oprawą, dekoracjami, gotowaniem...bo owszem, i choinkę ubraliśmy, i zrobiliśmy naszą porcję dań na wspólną wigilię u Magdy, ale jakoś tak wszystko beznamiętnie się odbyło, że nawet kolęd zabrakło.
Chciałam, żeby Nina zawsze miała piękne i wzruszające święta...i wierzę, że takie jeszcze będą. Ale już nie będziemy ich spędzać w Londynie!