Pamiętam, gdy Nina miała około roku, a może mniej (lub nawet więcej...?), mama "pocieszała" mnie:-
No taki egzemplarz ci się trafił, twój brat też był wyjcem i dziennym i nocnym, i też nie bardzo mu spanie szło. Ale gdzieś w okolicach 3 lat zaczął już normalnie spać w nocy, więc jest nadzieja i dla Niny.
Well, mamo droga, zgłaszam oficjalne zażalenie na geny! Nina ma lat 3 i 3 miesiące, i nadal ni chu-chu. Znaczy owszem, zdarzy jej się przespać "ładnie" noc, ja nawet pół niezakłóconej wyciem, rykiem i krzykiem nocki też uznaję za sukces, ale na litość-to są przypadki tak rzadkie, jak angielskie słońce.No do dupy po prostu.
Ja wiem, że mam cierpliwość tybetańskiego mnicha, dzierżę nieprzespane noce i koncerty na najgłośniejszy i najbardziej nieutulony wrzask od trzech lat i 3 miesięcy, wędruje cierpliwie między łóżkami, pokojami, przenoszę, zostawiam, wynoszę-ale czasami, jak dziś, mam ochotę tą głową moją szczelnie otuloną kocem otumanienia z niewyspania stuknąć w ścianę i otumanić się na dobre. Hitlerowscy i stalinowscy psychopaci dobrze wiedzieli, jaką torturą jest dla człowieka brak snu. Chroniczny, bezlitosny brak snu.
A dziecko
in question...? Zawsze, qrrva, rześkie niczym górski potok...Jak ona to robi??
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz