sobota, 3 listopada 2012

Nie wierzę w....


...Perfekcyjne Panie Domu. Z dużej litery pisane, rzecz jasna, bo Perfekcyjność tychże Pań zasługuje na duże litery. W odróżnieniu od bylejakości zwykłych kur domowych, takich jak ja aktualnie. Spędziłam dziś dwie godziny-dwie!!-na doprowadzaniu do porządku strefy naszej dziennej, li i jedynie. I to nie, że w kuchni na błysk, o nie, kuchnia "po łebkach"-za to zawzięłam się, by doprowadzić do jako takiego porządku tzw. salon czyli pokój dzienny, aka living room. Na marginesie dodam, że wcale owego nie zapuszczam, o nie, sumiennie zamiatam, odkurzam i latam na mopie raz w tygodniu, kurze też przetrę gdy mi się w oczy rzucą (lub mężowi prędzej), a w ogóle to przecież co wieczór odbywa się odgruzowywanie owej części dziennej z klamotów Niny. Kto ma potomstwo, ten wie, o czym mowa, niestety....i żeby było jasne: marnować czasu na sprzątanie serdecznie nie znoszę, jednak jeszcze bardziej nienawidzę klejąco-śmierdzącego syfu w stylu brudnych naczyń, tygodniowych okruchów na podłodze, porastających mchem resztek czegoś sprzed miesiąca, tłustych zacieków na drzwiczkach od szafek, monokultury na kuchence, ech, ze już o łazienkowych atrakcjach nie wspomnę. Więc sprzątam i klnę, bo efekt każdorazowego takiego sprzątania trwa mniej więcej 5 minut. Krew w piach, normalnie, że zacytuję bohatera. Ale myślę, że specjalnie heroiczna ta moja syzyfowa praca nie jest, każdy normalny człowiek, niechcący zostać pomylonym ze świnią jakieś tam minimum wykonuje. Wracając do meritum-więc dziś mnie ruszyło i postanowiłam zrobić Błysk Miesiąca. Po dwóch godzinach, parując i tocząc pianę (skąd wprasowane na amen w panele rodzynki pod kanapą, ja się pytam, skoro nikt tam nie wlezie i nie wdepcze ich??skąd zmumifikowane fragmenty kotleta-chyba!-za kaloryferem, n a ś c i a n i e ?? ), zasiadłam triumfalnie i rzuciłam okiem wokół...na ch..... to wszystko, zaprawdę. Panele permanentnie poplamione, na ścianach Ninulowe hieroglify i freski sprzed roku, ława z politury obłupiona tak, że nawet nakrycie jej zgrzebnym płótnem w charakterze obrusa nie skutkuje niczym miłym oku,bo nogi i tak widać. I tak dalej. Więc-nie,żebym aspiracje do tytułu jakiekolwiek miała-ale dochodzę do smutnego wniosku, że te wszystkie Perfekcyjne Panie Domu, co to specjalną szczoteczką szorują codziennie przestrzenie między kafelkami, czy bezwiednie smyraja abażury wypielęgnowanymi dłońmi w białych rękawiczkach, to albo muszą być bezdzietne i mocno znudzone, albo chore psychicznie (z całym szacunkiem dla chorych psychicznie). Ani to przyjemne bowiem, ani efektywne. Chyba że...istnieje cień szansy, że gdy człowiek jest "na swoim", to mu się po prostu chce. Chce się (obsesyjnie) dbać i czyścić te kafelki z Tubądzina czy wręcz Fired Earth, chce się tę sofę La Roche Bobois pieścić codziennie miotełką z pawich piór. No zobaczymy, miejmy nadzieję, że się kiedyś w końcu przekonam. Ale nie. Jak już będzie mnie stać na sofę Roche Bobois, to i na panią do sprzątania też!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz