środa, 1 czerwca 2011

Dzien Dziecka i slow parę

No więc, jest już prawie północ, zmęczona jestem niczym stary wyliniały pies,ale chce jeszcze ku pamięci zakronikować kilka ostatnich Ninulowych akcji werbalnych.

Dziś przy wieszaniu prania (Nina podaje mi z koszyka wszystko oczywiście, a jakże, z nieodmiennym: "pofę, tuję" (co oznacza: proszę, dziękuje), określając przy okazji co to za sztuka i do kogo należy, jak: "pomie, taty" (rzeczywiście, spodnie taty:) czy "buka Niny" (faktycznie bluzka Niny). I tak dalej.
Do prania trafiła także bluza szara taty, ale mojego, który wizytował nas podczas weekendu. Zostawił bluzę, gdyż uświnił ją sobie był, mówiąc kolokwialnie.
Wiec wyprałam. A Nina co na to, przy prania wieszaniu? Otóż ni mniej ni więcej:
-"Buka, dziadeka", rzeczowo określiła, podając mi faktycznie "bluzkę dziadEka":))
Czy ona ma pamięć fotograficzną? Wobec tego, jak jej trochę podkraść tej pamięci?

Później, u mnie na rekach, obserwowała pilnie przelatujące londyńskim niebem samoloty ("homoty"). Pytam ją więc: -Nina, kochasz mamę? Na co ona, nie odrywajac wzroku od nieba: -"mama jeśt okej, okej"

I jak tu nie kochać szalenie?

A poza tym dziś
a) wróciła pogoda i znów mamy lato;
b)w Polityce ukazał się artykuł pewnej znajomej mojej forumowej nt chustoszalenstwa, gdzie jam wymieniona z nazwiska została, jako pionierka w pewnej technice upiększania (czy tez profanacji:) pewnego rodzaju chusty. Lekki, zabawny, z przymrużeniem oka, w sam raz na początek lata. Wędruje do szuflady-archiwum oczywiście, na wieczna rzeczy pamiątkę:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz