Kiedy człowiek nie ma dzieci, żyje w błogiej nieświadomości. Kiedy dzieci mu się przytrafiają, choćby nie wiadomo jak był przygotowany, oczytany, otrzaskany z tematem,i tak przeżyje szok i przesunięcie biegunów o 180 stopni. Nie ma na to siły, nie ma innej możliwości.
Dziecko wywróci nawet największemu stoikowi świat do góry nogami i to w sposób, jakiego się by nigdy nie spodziewał. Każdy moment będzie jak ogarnianie bezludnej wyspy przez Robinsona Crusoe przez kilka pierwszych lat przynajmniej, tylko po to, by po jakimś czasie dojść do wniosku, że -owszem, szałas się dało zbudować, dobre łowiska na płyciźnie zlokalizować, krzesać ogień za pomocą drewienek też, i w sumie znośnie jest, ale to ciągle nieznana, nie do końca oswojona wyspa. Nigdy nie będzie do końca oswojona, im szybciej sobie z tego Robinson zda sprawę, tym łatwiej mu będzie żyć w tej nowej, fascynującej (ale i cholernie trudnej rzeczywistości).
Sporo nowych rodziców przezywa największy szok i niedostosowanie w związku ze spaniem potomstwa. A raczej niespaniem. Albo spaniem do dupy, mówiąc obrazowo.
Czytam sobie różne fora, grupy parentingowe na fb i ciągle widzę te same, powtarzające się pytania, problemy: Jak sprawić, by dziecko przesypiało noc?Jak się w końcu wyspać?
Otóż, drodzy świeży rodzice oraz oczekujący i planujący: NIE DA SIĘ. Nic, absolutnie nic się nie da z tym zrobić. Możecie, owszem, trafić na ten rzadki egzemplarz (i uwierzcie, to większe szczęście niż szóstka w totolotka), który będzie spał sam z siebie, z rzadka się budząc początkowo na dokarmienie, a na dodatek budząc się łagodnie, subtelnie (i budząc was równie subtelnie oczywiście), delikatnym pokwękiwaniem. Po kilku miesiącach będzie przesypiać całą noc bez najcichszego brzęczenia nawet. Błogosławcie wówczas swe szczęście,albowiem zaiste, trafiło się wam niesłychane dobro.
Niestety dla większości z nas to abstrakcja. Przeciętne dziecię będzie budziło się kilka razy w nocy, będzie dawało o sobie znać donośnie i dobitnie, i nie da się tego zignorować (i nie powinno się ignorować zresztą-skoro płacze, to ma potrzebę, metoda "kontrolowanego wypłakiwania" w dzisiejszych czasach to domena psychopatów i pozbawionych empatii kretynów). A więc większość z nas jest skazana na przynajmniej kilka miesięcy stosunków przerywanych z własnym łóżkiem, i to niezależnie od tego, czy dziecko karmione mlekiem sztucznym, czy naturalnym, czy śpi samo, czy z rodzicem (albowiem ojciec dzieciom często w początkowym okresie dokonuje strategicznego desantu na kanapę w pokoju dziennym, cham i egoista jeden. No dobra, musi się wyspać bo z reguły do pracy rano idzie. Ale inwektywa przynosi ulgę:). Powtarzam, NIC z tym nie zrobicie, nie załagodzicie, nie zmienicie. To naturalna kolej rzeczy, na to trzeba zagryźć zęby, być twardym i przetrwać. Kiedyś minie.....jeszcze się wyśpicie!
I tu też cieszcie się, w tej trudnej sytuacji, cieszcie się, że nie trafił się wam egzemplarz ekstremalny, jak mój. To już niestety liga zawodowa, nie dla cieniasów i słabeuszy. To przypadek dla twardzieli klasy najwyższej, Hulków, Supermanów i Wolverinów:)
I zaiste, w Wolverine`a co najmniej przeistoczycie się po trzech latach permanentnego niespania. W człowieka-nietoperza będącego w stanie usłyszeć tupanie roztoczy po wykładzinie w środku nocy. W cyborga podnoszącego się w ciągu 1 nanosekundy do pionu wprost z ciepłej, wygodnej jamy łóżka na dźwięk sapnięcia czy też kaszlnięcia dochodzącego z pokoju latorośli. W superherosa przemieszczającego się nieomal w czasie między ciemnymi pomieszczeniami domu , na sekundę zanim z gardzieli potomstwa rozlegnie się ryk porównywalny do trąb jerychońskich. O tak. Wielokrotnie każdej nocy. Przez 365 dni w roku. Przez lat 2, 3....4 i bogowie jeno wiedzą ile jeszcze.
A w dzień będziecie mimo wszystko funkcjonować jakbyście spali snem niemowlęcym (nomen omen, kto ukuł to kretyńskie powiedzenie...?). Tacy będziecie super zajebiści madafakerzy, jak to mawia pewien znany mi rodzic-twardziel.
I mimo to, gdy przy porannym zakładaniu madafakerskiej latorośli butów przy wyjściu do przedszkola w złowrogiej ciszy, owa latorośl nagle przytuli się wam do drżących pleców (trwardzielstwo twardzielstwem, ale ciało ma swe granice niestety) i wyszepta czule:
Kocham cię...to nagle odczujecie, że ta kolejna Noc Żywych Trupów to znowu nic, bzdet i drobiazg.Naprawdę, niegodna wspomnienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz