czwartek, 25 października 2012

Chora służba zdrowia


Chrychlamy obie.Znaczy,Nina łzawe oczy,zatkany nos i spektakularny nocny kaszel prezentuje (myślałam do tej pory, że to ściekające w pozycji leżącej gluty,ale teraz już nie jestem tego pewna, jako że za dnia też nią wstrząsa), ja zaś straciłam głos i gardło mam jakby potraktowane przyrdzewiałymi grabiami. Celem uspokojenia sumienia ("to tylko przeziębienie, ale lepiej to sprawdzić", myślałam sobie) po odprowadzeniu młodej do przedszkola przedwczoraj powędrowałam do naszej "rodzinnej "przychodni, gdzie pani poinformowała mnie, że najbliższy termin do lekarza jest za dwa tygodnie. Cudem jakimś zdołałam zatrzymać dla siebie informację, że jesteśmy przeziębione teraz, a za dwa tygodnie to możemy już przecież znaleźć się,k....wa, na łonie Abrahama! Pani poradziła, żebym zadzwoniła rano dnia następnego, to może zostaniemy przyjęte jako "emergency",zwłaszcza że dziecko, bla bla bla. No więc wczoraj rano-dzwonię. Nie odbiera nikt, oczywiście, linia zajęta. W końcu,po kilku stuleciach,ktoś łaskawie podniósł słuchawkę i dowiedziałam się, ze na popołudnie się nie da, i że mam przyjść z dzieckiem na 9.00 i czekać. Pomyślałam sobie,że może by tak wpaść tam z jakimś dynamitem...akurat wczoraj w przedszkolu miały być zdjęcia,więc stwierdziłam, że skoro nikt nie umiera jeszcze, to jednak Nina pójdzie do tego przedszkola, skoro są te zdjęcia. W nocy się dziś jednak pogorszyło, mnie też, więc o 8-ej powędrowałyśmy obie do przychodni, zapisać się na to przyjęcie "emergency". Na zewnątrz kolejka jak za kiełbasą w czasach późnego Jaruzelskiego, nic to, że wieje i leje, nic to że ludzie w kolejce chorzy, grunt że jest za 3 ósma, a oni otwierają rejestrację o 8! W końcu się udało zarejestrować, babon na recepcji zaś zabił mnie pytaniem: "Do you really have to?", kiedy powiedziałam, że ja też oczywiście potrzebuję lekarza. Nie, bo przecież to, co mojemu dziecku pomoże wyzdrowieć, to kaszląca i smarkająca matka! Oczywiście że ja nie potrzebuję lekarza, miałam tylko nadzieję na obnażenie się przed obcym facetem w zimnym budynku! W myślach porozkoszowałam się sceną, w której chwytam babona za natapirowane kudły i uderzam jej głową o klawiaturę komputera-tak, jak się czasem stuka czy kopie kiepsko działający sprzęt, by powrócił do prawidłowych funkcji. No nic to. Za 1.5 godziny idziemy znów. I niech mi tylko facet nie próbuje wyskoczyć z paracetamolem! Tęsknię, naprawdę tęsknię za możliwością prywatnej wizyty niezależnej od kolejek, czasu oczekiwania i innych pierdół w Polsce. Gdzie zapłacę tych 50 zł i zostanę bez ceregieli przyjęta od razu i potraktowana jak człowiek, a nie jakiś obywatel dziesiątej kategorii. Gdzie moja córka zostanie zbadana przez p e d i a t r ę, a nie jakiegoś konowała od wszystkiego, w brudnym gabinecie z zagrzybionym dywanem. Dr Błocki z Nowej Soli, tęsknię za Panem! Amen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz