Kto by pomyślał...ja na pewno nie.
Pani z przedszkola powiadomiła mnie dziś, ze Nina to
chatterbox (katarynka!), która na dodatek próbuje przejąć dowództwo w przedszkolu, komenderując dziećmi i paniami, jednym słowem, junta się szykuje w Stanhope Primary, junta jednoosobowa co prawda, ale zawsze!
Plus, wprawiła panie w zdumienie nazywając wszystkie literki. Nie chciałam jej mówić, że z alfabetem polskim i angielskim to ona jest za pan brat od ponad roku, ale - ale! że się tak publicznie ośmieliła! Cud nad cuda, prowodyrka zamieszania i pierwsza do czytania w gromadzie!
Zuch dziewczyna:)
Z innej beczki, uderzyło mnie ponownie dziś, ze brytyjscy agenci nieruchomości albo rekrutowani są z placówek specjalnej troski (z całym szacunkiem dla wspomnianych placówek), albo po rekrutacji przechodzą specjalistyczne szkolenie, połączone z praniem mózgu, które skutkuje tym, że klient ma do czynienia z idiotą o mocno obniżonej zarówno inteligencji, jak i empatii. Z robotem znaczy się, zaprogramowanym na określone działania i mającym w zanadrzu zestaw standardowych odpowiedzi, nie przewidujący sytuacji nieprzewidywalnych. Z kretyńskim uśmiechem na twarzy pozbawionej śladów intelektualnej aktywności.
To taka refleksja, po kilku rozmowach telefonicznych oraz kontakcie tete-a tete z agentem obsługującym mieszkanie, jakie chcą wynająć A. i L.
Dramat po prostu. Jak ten człowiek reaguje po zderzeniu z rzeczywistością?Gdy mu się na przykład bojler zepsuje, albo gdy mu benzyny zabraknie na autostradzie? Albo gdy mu się papier toaletowy skończy...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz