sobota, 20 października 2012

Słowo na sobotę


W sumie nie lubię weekendów. Dopada mnie wtedy świadomość, ze kolejny tydzień minął, i kolejnych 100 rzeczy z listy do zrobienia nie zrobiłam. Wkurzające to, i tyle. A lista się wydłuża, i coraz trudniejsza do ogarnięcia jest. Z Niną się muszę w poniedziałek do lekarza wybrać, pokasłuje w nocy, co dla niej nie jest normą, a na dodatek trzeci już raz wczoraj znienacka mi powiedziała, ze ją oko prawe boli. "Boli " przez chwilę, nic tam nie widzę, nie mruży, nie przymyka, tylko dotyka i mówi, że oczko boli. Dwa razy (albo trzy?) mi to powiedziała w odstępie kilku tygodni i myślę sobie, że należy zasięgnąć fachowej opinii. Już mam oczywiście najgorsze możliwe wizualizacje, a kysz, ze łba, wstrętne myśli! Tymczasem na tak zwanym twórczym froncie zastój, znaczy się, idei masa i zaczętych różniastych spraw, ale nic bliskiego finalizacji. Majaczy tylko wszystko na (dalekim) horyzoncie...Może za dużo faktycznie srok za ogon próbuję złapać? Ale nikt tu się młodszy nie staje, a jak nie teraz, jak nie ja, jak nie wszystko, to-kiedy, kto, i dlaczego tak mało...?ech.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz