poniedziałek, 8 października 2012

Rachunek ekonomiczny

Muszę, muszę to zapisać! Wybrałam się z N. do polskiego sklepu "za rogiem". Podczas gdy ja dumałam nad regalem warzywnym (zupełnie nie mam inwencji twórczej obiadowej ostatnio), młoda przystanęła przy-oczywiście-regale ze słodyczami. Bo przecież one tak cudownie przypadkiem w tych sklepach ulokowane, na wysokości metra od podłogi, prawda, co by małe oczka wszystko dokładnie widziały, a małe rączki nie miały problemu z dosięgnięciem.Przeklęci niechaj będą specjaliści od marketingu! Ale, do rzeczy. Stoję ja sobie, ogóry oglądam i kalafiory, aż tu słyszę, miła pani w bardziej niż średnim wieku, zagaduje do Niny: -Co, chciałabyś ciasteczko, aniołku...?Może mamusia ci kupi!-i łypie w moją stronę z "porozumiewawczym" uśmiechem. Ja udaję, ze to nie moje dziecko, kątem oka jednak zerkam, w razie gdyby uprowadzić chciała "aniołka". Który to-zazwyczaj zachowując powściągliwe milczenie wobec obcych!- tymczasem, odpowiada swej rozmówczyni: -Tak, ja chciałabym takie ciacho. Ale mamusia mówi, że ząbki się popsują, a ona nie ma pieniążków, żeby nowe kupić ząbki, bo to strasznie dużo monetów potrzeba. Mamusia nie ma tyle monetów, a tatuś jeszcze piwo chce! Wychodzi na to, żem nie tylko wyrodna matka, dziecku łakoci odmawiająca, ale jeszcze patologicznie poddana ojcu dziecka-alkoholikowi ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz