Nina sobie lubi włączyć muzykę, gdy szykujemy się rano do wyjścia. "Muzykę", czyli zabawkowe pianino stojące w jej pokoju-staram się stopniowo oczyszczać przestrzeń na dole z jej klamotów;)
Na szczęście to jej pianinko wydaje przyjemne dla ucha dźwięki.
No więc, szykujemy się, ja nakładam przed lustrem barwy maskujące wiek starczy, młoda w tym czasie tańczy do "Lotu szerszeni", a za chwilę do jakiegoś kawałka w stylu folk.
Tenże kawałek wzbudził jej ciekawość, więc między jednym piruetem a drugim, pyta wszystkowiedzącą i wszystkoumiejącą mamę:
-
A co to mamo za muzyka?
-Ludowa (przecież nie będę jej tłumaczyć, co to "folk" o 8 rano!).
Chwila zamyślenia, trybiki pracują, i konkluzja:
-
Acha, lodowa muzyka, takie chyba lody muzykowe!
(No przecież to oczywiste, że lody mogą być "muzykowe", prawda?I wydobywać się w postaci dźwięków z plastikowego różowego pianina. Dziecko cierpi na synestezję, po mamusi:)
A w przedszkolu rano panie zaprowadzają reżim. Dzieci mają zasiadać po wejściu na dywanik do odczytania listy obecności i przywitania. Tak, to było już od początku, tyle że teraz mają zasiadać po turecku i ze skrzyżowanymi ramionami, w pozycji lotosu niemalże.Czy ja dziecko oddałam do sekty aby??
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz