poniedziałek, 8 października 2012

Pażdziernikowo-przedszkolnie

Zdenerwowałam się sama na siebie i wracam do pisania. No, wracam, mowię! A jak znów przestanę, to się położę na ulicy żeby mnie coś rozjechało, bo na litość boską, trzeba w tym życiu coś, jakoś robić więcej, niż tylko zmywać gary, liczyć grosze przy codziennych zakupach i marzyć o lepszym jutrze. A, dziecko rośnie, i za moment wszystko się we łbie matce pokiełbasi, poprzestawia, pozapomina-a to chwile, zdania, momenty ulotne jak ptasi puch. No dobra, poetycko było, a teraz fakty. jest pażdziernik, 2012, Ninul liczy sobie lat 3 i 2 miesiące, i własnie zaczęła była karierę w brytyjskiej placówce edukacyjnej. Placówka w postaci przedszkola przyszkolnego położona jest 200 m od domu, i nienajpiękniejsza na pewno, ale w głębokiej d..... poziom edukacji i urodę owej miałam, zapisując ją tam, gdyż liczył się jedynie dystans, jaki w razie dramatu i awarii miałabym do pokonania, by dziecko uratować. Pokonanie dystansu trwa może 2-3 minuty w jedną stronę, więc satysfakcja z mojej strony pełna. Z tej to przyczyny nie wdawałam się w żadne dyskusje na temat przedszkolnych rankingów, opinii, nie obchodziło mnie, czy przedszkole na internetowej liście jakiejś tam "konsumenckiej" ma ocenę excellent, czy tylko good, albo zgola not great. Wyszłam z założenia, ze to tylko przedszkole , grupa trzylatków, zaś sesje trwają jedynie 3 godziny, więc o poziomy i oceny martwić się będę za rok, gdy dzieć trafi do "zerówki" (takie określenie tu nie istnieje, no ale dla uproszczenia) i to na 6 godzin. A teraz...po poprzednim tygodniu, kiedy to pierwszy dzień był dość dramatyczny przy odbiorze, drugi zaś przy zostawianiu małej, a kolejne upłynęły w miarę pozytywnie (buzia w podkówkę, ale bez łez! liczy się jako pozytyw, prawda?), a teraz już jestem spokojna, bo moje dziecko przetłumaczyło sobie, ze przedszkole to żadna tragedia, i ze mama wraca o 12. Wprawdzie szału nie ma-Nina nie należy do dzieci rzucających się na głęboką wodę grupowych zabaw, woli poobserwować z boku, ewentualnie sama sobie znaleźć zabawę-lepsze to jednak niż szlochy i kiełkowanie głębokiej awersji. Zastrzeżeń kilka mam po tym tygodniu ALE nie na tyle, by coś z tym robić. Nie jest źle, a najważniejsze, by się młoda przyzwyczaiła, ze czasem człowiek musi poegzystować w grupie/społeczeństwie. Nie mniej istotne są te 3 godziny "wolnego" dla mamy.Bo mama od 3 lat nie wie, co to "czas dla siebie". Naprawdę. I choć milion rzeczy może w tych porannych trzech godzinach robić, na razie siedzi w stuporze nie do końca wierząc, że oto jest w domu SAMA. A na koniec kilka zdjęć prawie-przedszkolnych, bo po wyjściu z domu do.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz