piątek, 12 października 2012

W drodze


Ninul w przedszkolu zaadaptowan, zdaje się,już raczej solidnie. Nie zasiada już po przyjściu na swoim żółtym krzesełku odosobnienia, jeno dosiada do dzieci na dywanie, co więcej, nadstawia się mi do buziaka i mówi: "Pa mama, pa pa!"-co sprawia, że nadal z pewnym niedowierzaniem oglądam się za siebie, wychodząc karnie, zapewne z niezbyt inteligentnym wyrazem twarzy-czy ona tak na serio?co, nie ma łez, podkówki nawet...? Ech. Dziś po odebraniu przedszkolaka pomaszerowałyśmy na pocztę, później zaś do Tesco; w drodze powrotnej wózek na zakupy ciążył mi nieco mimo kółek, wysuwanej rączki i takich tam. A tak, bom sprawiła sobie nobliwy wózek na zakupy w kolorze szarym. Nie na moje stare, zwyrodniałe kości targanie toreb wypełnionych kilogramem ziemniaków, workiem bananów, paczką żelków Haribo (niestety nie zawsze potrafię się oprzeć błagalnemu spojrzeniu spaniela płowowłosego) i ośmioma kilogramami soli (na co mi 8 kg soli...?a to dobre pytanie:). Wózka dzieciowego też już postanowiłam nie targać, w końcu wiek przedszkolny zobowiązuje... I tak sobie pomykamy z powrotem, aż tu Nina stwierdza: -Zmęczyłam się mamo. -Hm, żabo ja też, i popatrz jeszcze jaki ciężki wózek z zakupami ciągnę... -No tak, ale ja ciągnę moja ciężką głowę i nóżki, a taka mała jestem!! Kontrargumentacja staje się coraz bardziej skomplikowana. Co to będzie w podstawówce!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz