Wobec tego zadowolę się piaskiem saharyjskim w charakterze pamiątki, ale nie mogę łobuzowi w tej kwestii zaufać-pewnie zostanę obdarowana kilogramem piasku z krakowskiego placu zabaw jego synka.
Ale ogólnie miło, ze sobie przypomniał o moim istnieniu.
Jego obecna lokacja przypomniała mi o tym, ze i Bystronik chyba nadal nie wróciła z Catal w Turcji, gdzie kopią z Davidem już od dłuższego czasu.
A to wszystko prowadzi do poważnego kryzysu tożsamości (mojej)-jako osoby bądź co bądź również zawodowo zajmującej się "grzebaniem w starych kościach i skorupach", jak to kiedyś określiła siostra ma.
Tyle że do grzebania chyba tak szybko nie powrócę....ech, ale w porządku, za kilka lat umarli przed wiekami nadal nigdzie się nie będą wybierać. Jeszcze ich dopadnę!
Tymczasem opracowuję bezskuteczne strategie wieszania prania w ogródku bez ryzyka potknięcia się o małą "bum shufflerkę". Bardzo bezskuteczne.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz