niedziela, 26 września 2010

E tam

Czyli nic się nie dzieje ciekawego, godnego uwiecznienia...tylko rozdrażnienie mi się powiększa, o.
Tata u nas weekenduje, do jutra aż, wiec pojechaliśmy na chwilę na Ealing coś tam załatwić; skorzystałam z okazji i nabyłam pannie N. kilka par body z długim rękawem, bo z pogodą ewidentnie nie ma już żartów.
W ramach rozdrażnienia nafukałam na faceta, który miał czelność władować się do Costy w momencie, gdy ja z wózkiem byłam już w połowie na zewnątrz. Przeprosił, stwierdził, że zamyślił się i nie zauważył nas-ale zanim doszedł do głosu, ja już zdążyłam nafukać.Ech, samej siebie mi żal-czuję się jak obalona ręką Niny wieża z klocków. I nawet costowa latte już nie smakuje tak, jak powinna smakować...

A propos Niny-zaczęła całkiem śmiało sobie poczynać z przesuwaniem się w pozycji stojącej, oczywiście nadal trzymając się tego czegoś, wzdłuż czego się przesuwa, ale jednak; zdarza się jej nawet trzymać tylko jedną rączką.
W samą porę, bo oto dochodzą nas słuchy, że Adelka w Ch. awansowała już do tytułu homo erectus, a umówmy się, ze jej do pierwszych urodzin w styczniu jeszcze sporo brakuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz