środa, 15 września 2010

Brzoskwiniowy odjazd

W nocy przyjechały do nas brzoskwinie. Z Polski przez Germanię, a potem całą Europę i pół Wielkiej Brytanii. W końcu, wracając z Birmingham, zahaczyły o zachodni Londyn, gdzie zostały przechwycone i z lubością skonsumowane.
Nie wszystkie, rzecz jasna, ale sporo od razu...a reszta dziś wylądowała w postaci musu w zamrażarce, jako zimowy Ninulowy dodatek do porannej owsianki.




A poza tym Ninul zaszczepiony dziś został, chyba po raz ostatni na długi czas. Nie licząc oczywiście odry i świnki, ale te atrakcje zostawiamy sobie na pobyt w Polsce, gdzie nabędziemy oddzielne szczepionki. Na pohybel koncernowi...wiadomo jakiemu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz