niedziela, 31 października 2010

Podmienione dziecię


Tak sobie myślę ostatnio, ze krzywa mina i fochliwość niebywała Niny to chyba rezultat jakiejś podmianki.
To, ze stanowcza się zrobiła, i na przykład bardzo podstępnie trzeba podejść do akcji odebrania jej pilota na przykład, to nic, to normalne.
Ale zaczęła akrobacje wyczyniać przy ubieraniu/przebieraniu/zmianie pieluchy-tak, że na płasko położyć się jej nie da. Zapasy w kisielu jak nic!
Albo przed snem wypicie mleka teraz...albo wyjście z wanny...dźwięki i spazmy jak przy obdzieraniu żywcem ze skóry połączone z torturami na kole.
A tak było miło przy powyższych czynnościach niedawno...jeszcze tydzień temu leżała sobie na przebieraku grzecznie i dyskutowała z misiem albo ze mną, śmichy-chichy były i luz.
Teraz ja się zimnym potem oblewam na myśl o zmianie jej pieluchy. Niedługo chyba sama zacznę pieluch potrzebować!

Ale, ale...ten mały ciepły łebek złożony na moim ramieniu tuż przed położeniem do łóżeczka, i ta podpowiedź subtelna: "A-aa!" (żeby śpiewać o kotkach kołysankę)-jakoś niweluje efekty podmianki. Jak już dotrwam do wieczora:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz