środa, 13 października 2010

Spadanie w dół

Hm, a można w górę spadać...? pewnie w stanie nieważkości tak. Uznaję, że macierzyństwo jest stanem nieważkości. Nigdy nie wiadomo, gdzie góra a gdzie dół, no i jak by tu stanąć wreszcie na nogi...

Ninę zaatakował dziś katar. Zaczęło się od kilku niewinnie wyglądających pociągnięć nosem i kichnięcia, ale ja już wiedziałam, że będzie źle.
No i jest.
Czas drzemki spędziła właśnie na rykach w łóżeczku i poza nim (to jest na moich rękach opadających do samej ziemi), a to przecież tylko preludium, bo czekają mnie (tak, mnie, nikogo innego) tym samym 2 tygodnie katarowego koszmaru, oznaczającego nieustanny ryk, niemożność jedzenia i jeszcze gorsze niż normalnie spanie. A właściwie, brak spania. Już dziś w nocy miałam przedsmak, mimo że kataru nie było, ale z jakiejś przyczyny mała uznała, że fajnie będzie budzić się co godzina (i mnie tym samym).

Nie śpię od 14 miesięcy. Czy możliwe jest w takim stanie życie z celem na horyzoncie i niestrzelenie sobie w łeb?

.....................................................................................

Za moment północ, Nina budzi się co 30 minut, płacze przez 15, zasypia, i tak w kółko. A ja oczywiście biegam utulić, bo cóż więcej mogę zrobić z jej przeszkadzającym spać katarem? Kominek z olejkami płonie, maść majerankowa pod nos zaordynowana, cóż więcej?

Myśl na dzisiaj z mojej "Łaciny na co dzień":Ergo bibamus!
A więc pijmy. Dziś lampka czerwonego wina. Ci Rzymianie mieli jednak rację w tylu sprawach...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz