poniedziałek, 15 listopada 2010

Niny miny i takie tam

No więc tak, chodzenie postępuje-ryba teraz coraz częściej puszcza się (uwielbiam to sformułowanie) bez proszenia i kuszenia, i nawet nie czekając na oklaski rusza do przodu, ostatnio nawet prawie-biegiem:)
Miny stroi przednie!



Kolejną umiłowaną czynnością jest remanent w szufladach w kuchni, namiętnie przeprowadzany przy każdej sposobności (to jest, kiedy mama jest w kuchni w jakimkolwiek celu!). Najwyraźniej aranżacja wnętrza szuflad fascynuje ją bez reszty-wczoraj na przykład swoje miejsce znalazł tam mój but przywleczony z korytarza. Wiadomo, że buty najlepiej czują się wśród przypraw!




A poza tym byliśmy wczoraj całą trójką na Hammersmith, rozejrzeć się trochę po sklepach, no i celem zjedzenia w chińskiej restauracji ("restauracja" to trochę słowo na wyrost, ale niech mają;). Na rybie naszej chiński bufet specjalnego wrażenia nie zrobił, ale trochę makaronu kung-fu pochłonęła:)



Pogoda zaś robi się z dnia na dzień coraz podlejsza, chyba czas zacząć tęskne odliczanie do wiosny...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz