środa, 10 listopada 2010

Jesienna rozpierdzielucha oraz pierwsze kroki

Chciałam napisać "spleen", ale zabrzmiałoby to zbyt górnolotnie i młodopolsko, a przecież chodzi o zwykłą porutę jesienną, która ogarnia naród od wewnątrz i od zewnątrz.
Od zewnątrz to wygląda tak, że jakaś anarchia przejmuje panowanie-nasz stary dom przy Greenford Av., gdzie dotąd mieszkają nasi dawni współlokatorzy (w tym ciocia i wujek Niny), został wczoraj ograbiony-złodzieje weszli od strony ogródka, w biały dzień, kiedy wszyscy byli w pracy. Wyczyścili wszystkie pokoje niemal z każdej cennej rzeczy.
Na samą myśl słabo mi się robi...
A w ubiegły weekend zdemolowano 6 aut (sześć!) stojących przed domami przy ulicy rownoległej do naszego cul-de-sac. Wybite szyby boczne, przebite opony, wyrwane lusterka. Dodam, ze to bardzo krótka, rezydencjalna ulica, wiodąca do głównej (gdzie z reguły wszelkie ekscesy mają miejsce).

No i co z tego, ze mieszkamy niby na uboczu i płacimy sobie ubezpieczenie zawartości domu...? Dzieje się chyba coraz gorzej i w zasadzie strach wyjść z domu do sklepu, bo nie wiadomo, co się zastanie po powrocie:/

Poza tym jesień w całej swej paskudnej okazałości rozłożyła się na dobre-jest zimno, mokro, szaro i ponuro. Z łóżka się wstawać nie chce, i gdyby nie pewne małe stworzenie, pewnie by się nie wstawało do południa.

A propos stworzenia-dokladnie 7 listopada Nina poczyniła pierwsze kroki-to znaczy, z pozycji stojącej (a które to wstawanie bez podpórki ćwiczyła od jakiegoś czasu) zrobiła kilka małych, koślawych ale najpiękniejszych w świecie kroczków. Zakończonych radosnym wpadnięciem w ramiona me.
I tak od tej pory kilka razy dziennie sobie drobi, tyle że trzeba rozpościerać się przed nią, by miała gdzie wpaść.
Czyli prawie-chodzi. Tak, wiem,inne dzieci zaczynają w wieku 9 miesięcy, ale moja ryba jest wyjątkowa i uznała, ze właśnie 15 miesięcy to dobry czas na ostrożne sprawdzenie o co chodzi z tym, nomen omen, chodzeniem.
Jako bonus zaczęła też zauważać, ze to właśnie stopy odgrywają dość znaczącą rolę w życiu homo erectus
-stopy, czyli nogi zyskały teraz zaszczyt bycia nazywanymi. Noga, czyli "doda!" (bo Nina wszystko mówi z wykrzyknikiem).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz