Ano chyba, bo niby ciepło, a ciągle rozebrać się nie można.
Za to żonkile w pełni przed domem rozkwitły jak szalone!
A ja wczoraj na modłę burżuazyjną wzięłam gorącą kąpiel. Taką z olejkiem, z maseczką na paszczy i kwietniowym numerem Red do poczytania. Niby nic, ale to mój pierwszy raz od...30 lipca 2009;)
Wówczas zanurzyłam się, by przyśpieszyć poród (co jak wiadomo, nic nie dało), wczoraj zaś, by się zrelaksować, wyluzować i odnowić. Zrelaksowałam się niewątpliwie, wyluzowałam też godziwie, no a czy odnowiłam? Nie wiem, ciężko coś stwierdzić poza worami pod oczyma i ogólnie pojętym zmęczonym obliczem Matki-Polki. Ale czułam się zdecydowanie lepiej i zastanowiłam nawet na dłużej, dlaczego nie robię tego częściej? Przecież czas i tak mi ucieka bezlitośnie, śpię i tak zbyt mało, za wodę płacę ryczałtem, wiec...?
Postanowienie noworoczne (z małym poślizgiem, ale zawsze coś): częściej brać kąpiele relaksacyjne! Prysznic codzienny się nie liczy.
Za to Pawła pogięło znów i to dosłownie. Wrócił wcześniej z pracy cały zbolały i zgięty-znów mu coś strzeliło czy trzasnęło w plecach, znów było poszukiwanie plastrów i maści rozgrzewających. A już myślałam ze po zeszłotygodniowym masażu i akupunturze u Chinki mu przeszło!
Tylko teraz jak przekonać faceta, żeby do lekarza poszedł?
Zadałam sobie lektury na najbliższą przyszłość:
-"Why love matters" i
-"Rozwój psychiczny dziecka".
A teraz czas przewertować Amazon....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz