Nina mówi. Dużo, bardzo dużo. Powtarza najlepiej jak potrafi słowa, które usłyszy, które jakoś jej pasują i są jej potrzebne, zapamiętuje nowe i potrafi użyć w odpowiednich okolicznościach. Ostatnim takim wokabularnym nabytkiem stosowanym rzekłabym, nadmiernie, jest fraza: "nie kcie". Oznacza to oczywiście "nie chcę_, i pojawia się przy jedzeniu, zmienianiu pieluchy, przemieszczaniu się w miejsca w danym momencie mało atrakcyjne, etc. Jednocześnie zdumiewa mnie stanowczość, z jaką ową frazę Nina stosuje. Nie od niechcenia, nie przypadkowo, zawsze w odpowiednich sytuacjach.
Niesamowite, jak to małe stworzenie rozkwita, z każdym dniem.
I niesamowite jest to, jak bardzo tęsknię każdego wieczoru-mimo dosłownego padania na twarz-za tym porannym "Mamo, mamo!" dobiegającym z jej pokoju, gdy już pogada z Sową, Paco, Lolą, Puchatkiem, Miffy, Kają i kto tam jeszcze z nią sypia:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz